poniedziałek, 23 września 2019

Festiwale muzyczne z dużymi sponsorami w nazwie zamieniają się powoli w pokazy mody.


Cofnijmy się do sierpnia 2013 roku. Byłam wtedy 15-letnią psychofanką Florence and the machine (w sumie to nadal jestem) Coke live music festival (obecny Kraków live festival) miał być moim pierwszym festiwalem w życiu, na, którym miałam usłyszeć po raz pierwszy Florence and the machine. Nie wiedziałam jak wygląda festiwal. Przyszłam trochę spóźniona, po otrzymaniu opaski na wejściu zaczepił mnie przypadkowy mężczyzna, pytając czy nie chce zielonego. Nie wiedziałam wtedy, o co chodzi, byłam zbyt pochłoniętą myślą, że za kilka godzin usłyszę Florence i Maszynę. Pamiętam, że żyłam wtedy w przekonaniu, że festiwale to imprezy, które łączą miłośników muzyki. Niestety rzeczywistość jest inna, a tacy ludzie stanowią na nich mały odsetek.
https://pixabay.com/pl/photos/grupy-odbiorc%C3%B3w-pod%C5%9Bwietleniem-1850119/


Mam na swoim koncie 5 festiwali i na przestrzeni ostatnich dwóch latach moje nastoletnie przekonanie, czym są festiwale spotkało się z niemiłą rzeczywistością. Był okres, podczas którego strasznie chciałam być przy samej scenie, ludzie pod sceną zawsze bawią się najlepiej, jest najwięcej emocji i panuje największy ścisk. Właśnie to jest ten odsetek, który przychodzi dla muzyki. Ostatnio nie mam potrzeby bycia pod samą sceną, żeby bawić się świetnie, kupuję karnety, aby zobaczyć nowych artystów na żywo.

Moje ostatnie spostrzeżenia biorą się z rozmów, które coraz częściej słyszę stojąc w tłumie lub chodząc po terenie festiwali. Ludzie zamiast o zespołach i artystach rozmawiają o tym czy są odpowiednio ubrani na ich występy. Wartość muzyki na festiwalach muzycznych zanika, o ironio. Zamiast tego, co pół metra odbywa się sesja na Instagrama. A spróbuj zacząć skakać, krzyczeć lub dobrze się bawić będąc dalej niż pod samą sceną, zjedzą Cię za wchodzenie w ich kadr. Bo przecież trzeba zrobić fotorelację na Instagrama albo relację na żywo.
Trend na pokazy mody na dużych festiwalach został zapoczątkowany na Coachelli, wiele gwiazd jeździ tam tylko, żeby się pokazać, wchodząc na ich Instagramy spotkamy miliony zdjęć właśnie z tego festiwalu. Na polskim terenie jednym z największych festiwali jest Open’er i podobnie polskie gwiazdy jadą tam by się pokazać.

Organizatorzy chyba mają świadomość tego, co się stało, bo z roku na rok są gorsze line-upy i droższe bilety. Wiedzą, że czegokolwiek by nie dali ludzie i tak przyjadą, aby się pokazać. Dla mnie, jako miłośniczki muzyki to smutne. Oczywiście lubię się modnie ubrać, ale idąc na festiwal idę tam dla muzyki, a nie, żeby się pokazać ani nie, żeby nagrywać relację na Instagrama, albo patrzeć krzywo na osoby, które się świetnie bawią.

Ewa Jędrzejczyk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz