poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Najlepszy


   Ostatnimi czasy ‘Karolina Zuber na Blogu Radia Pryzmat’ nie jest jednoznaczne z recenzjami filmowymi. Jednak tym razem właśnie to oznacza.
W celu stworzenia ‘jakiegoś’ tekstu postanowiłam odkopać bardzo silne emocje, których doświadczyłam pewnego razu w jednym z krakowskich multipleksów. Było to przy okazji filmu pod tytułem „Najlepszy”.
źródło:pixabay.com



   Najlepszy? Okropny? Okropnie emocjonalny? Do bólu autentyczny? Świetnie zagrany? Dobijający? Odpowiedź na to wszystko i jeszcze więcej brzmi: tak!
Cokolwiek się nie mówi o polskim kinie, które często wlecze się na szarym końcu w rankingu najlepszych produkcji, ten film jest na bardzo dobrym poziomie. Nawet aktorzy, za którymi osobiście nie przepadałam, nagle zyskali w moich oczach wartość najwyższą.
To nie jest ckliwa historia oparta na faktach. To jest bardzo bolesna historia oparta na faktach.
Opowieść o życiu Jerzego Górskiego, który został mistrzem świata w podwójnym triathlonie  - ekstremalnie wykańczającym sportowym wyzwaniu.

   Na ekranie widzimy człowieka na dnie - narkomana, alkoholika, który boryka się ze swoim ‘mrocznym ja’. Niekiedy udaje mu się wygrać, wyjść na prostą, ale wewnętrzna walka trwa. Wiele razy miał być martwy, ale w ziemi lądowali jego towarzysze, a on ciągle wracał do żywych...
Złe doświadczenia z dzieciństwa z powodu ojca, złe doświadczenia z młodości z powodu własnych wyborów. Jeden był dobry - odwyk - ale w ośrodku były stale otwarte drzwi, nikt nikogo nie trzymał na siłę... I to było najgorsze. Żadna życiowa walka, którą podejmował nie dała takiego efektu jak Double Ironman. To nie była chęć wygrania ‘konkursu’, to była chęć wygrania siebie. To nie było pokonanie morderczego dystansu, to było pokonanie ‘mrocznego pasażera’.

źródło: pixabay.com

To nie jest tekst o sztuce filmowej...
   A może ona też tu jest, ale ukryta. Opisując intensywne emocje, które towarzyszą mi dwa lata po seansie, niejako daję do zrozumienia, że warsztat był genialny, bo stworzono historię dogłębnie poruszającą i autentyczną. Nie pamiętam muzyki, która zapewne miała duży wpływ na odbiór obrazu. Nie pamiętam jakości montażu, mistrza kamery czy wielkich nazwisk, które stworzyły tę produkcję. Pamiętam to, że siedziałam skulona w fotelu i walczyłam z odruchami wymiotnymi, aby móc obejrzeć film do końca, choć często zza palców zasłaniających oczy.

   Czy da się podsumować film jednym zdaniem? Tak, zrobiłam to po wyjściu z kina i zrobię to tak samo teraz: „Najlepszy” – płaczesz z bohaterem, rzygasz z bohaterem, a na końcu jesteś zmęczony, jakbyś przebiegł Double Ironman.

Karolina Zuber




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz