poniedziałek, 29 lipca 2019

Yoyo na wakcyjną nudę


    Wakacje w pełni. Dużo wolnego czasu. Co z nim zrobić..? Może nowe hobby? Dziś przychodzę z pomocą i opowiem Wam o mojej propozycji na wakacje, jaką jest Yoyo. Pierwsze rzeczą, która przychodzi na myśl, gdy myślimy o Yoyo, jest zapewne jakaś tania zabawka z targu. Drewniane kółko ze sznurkiem, które gdy się wyrzuci wraca do ręki. To po części trafne skojarzenie. Lecz tylko po części. Istnieje, bowiem o wiele bardziej zaawansowane rodzaje tej zabawki.
https://pixabay.com/pl/photos/yoyo-ci%C4%85gi-hobby-umiej%C4%99tno%C5%9Bci-1960314/

    Gdy porzucimy już myśl o najprostszej postaci tego urządzenia i zagłębimy się nieco w temat, okazuje się, że Yoyo to dosyć skomplikowane urządzenie. Zacznijmy od tego, że każde lepsze Yoyo ma w sobie łożysko, by mogło się dłużej kręcić, a nie wracać od razu. Sprawia to, że Yoyo staje się niesamowitą maszyną do wykonywania różnego rodzaju tricków.

    Samo Yoyo dzieli się na dwa rodzaje:
Yoyo responsywne, z węższym łożyskiem, które po szarpnięciu nadgarstkiem wraca do ręki. Jest one przeznaczone dla początkujących. I nie posiada aż tak wielkiego potencjału jeśli chodzi o sztuczki, jakie możemy nim wykonać.
Yoyo nieresponsywne. Ten rodzaj Yoyo posiada szerokie łożysko, które sprawia, że Yoyo nie wraca nawet po szarpnięciu ręką. Trzeba nauczyć się specjalnego tricku zwanego "Bind" by wróciło. Na szczęście nie jest on aż taki trudny. Kręcą się one dużo dłużej przez co posiadacz ma szeroki wachlarz możliwości jeśli chodzi o tricki.

   Jest to jednak hobby, które wymaga dużo cierpliwości. Uczy precyzji i kontroli. A przede wszystkim pochłania mnóstwo czasu. Przez to myślę, że wakacje to najlepszy czas by zacząć przygodę z Yoyo.

Konrad Calik

A to przykład umiejętności i niesamowita historia o pasji, jaką może być Yoyo, opowiedziana na scenie TED




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza