niedziela, 10 lipca 2016

Refleksje taksówkarskie


          Ciężki dzień. W pracy, co chwila coś nie tak. 8 godzin użerania się (dosłownie!) z ludźmi, którzy akurat dzisiaj postanowili wspiąć się na wyżyny niekompetencji. Do tego szefostwo, które wyciąga najchętniej najtrudniejsze spray i żąda wyjaśnień, a za plecami koleżanka, która nie potrafi się powstrzymać od niewybrednych komentarzy na temat tego, dlaczego tak późno pracujesz w piątek. 


Kiedy wreszcie wychodzisz z biura masz wszystkiego dosyć, jedyne o czym marzysz to, żeby taksówka jechała jak najszybciej. Masz szczęście – samochód już czeka.
W tym momencie zaczyna się wszystko, do czego prowadził wstęp. Okazuje się bowiem, że pan taksówkarz jest znajomy, już kiedyś razem jechaliście, macie wspólne tematy i znajomych. Co więcej pan opowiada tak piękne historie (o swojej żonie, o ich 40 rocznicy małżeństwa, o tym, co ważne), że od razu się uśmiechasz, zapominasz o tym koszmarnym dniu, bo widzisz tak wiele dobra i mądrości w jednym człowieku. Przysłania ci to wszystko, co złe i niedoskonałe, czego doświadczyłaś przez cały dzień.
To jest potęga relacji, potęga rozmowy, potęga zauważenia drugiego człowieka! Bardzo często mam wrażenie, że żyjemy w tak bardzo wyizolowanych bańkach, że nie ma tam miejsca na kogokolwiek. Że owszem, ma się tych 700 znajomych (nie, ja nie mam) na portalach społecznościowych, ale z większością nie rozmawiało się przez ostatnie 2 lata. Nic się o nich nie wie, i z wzajemnością. Wysiłkiem ponad miarę jest znalezienie czasu na kawę z bliską osobą. W dobie kultu ciągłego rozwoju nieprzyzwoitym jest leżenie na kocu i patrzenie w chmury. Przecież w tym czasie można iść na siłownię, do muzeum, na kurs szydełkowania, zrobić coś dla swojego rozwoju!! Życie zgodnie z zapchanym kalendarzem nie przewiduje zadań nieproduktywnych.
W rodzinach pozanikały niedzielne, wspólne obiady, goście nie przyjeżdżają tak często, jak wcześniej, wszystko rozbija się o to, żeby robić jak najszybciej i jak najefektywniej, najlepiej jeszcze samodzielnie, żeby nie zawracać komuś głowy. Bo przecież kontakt z drugim człowiekiem zawsze jest kosztowny. Kosztuje czas, zaangażowanie porzucenie własnego egoizmu na rzecz drugiego, z którym przecież może się nie układać, może nie być zgodności, wiele można stracić, wiele może się nie udać.
Takie spotkania, jak to dzisiejsze pozwalają mi odzyskać zdrowy dystans, po raz kolejny wytłumaczyć sobie, że każdy jest inny i to, co dla mnie jest oczywiste dla człowieka po drugiej stronie monitora wcale takie nie jest. Że koleżanka wyśmiewająca zamiłowanie do późnych, piątkowych zmian, widzi, że „nie masz życia”, a nie, że bierzesz te zmiany, żeby ona mogła pójść do domu.
Dlatego uważam, że relacje, to coś, co należy pielęgnować za wszelką cenę. Czasem można się nie wyspać, żeby spędzić kilka dodatkowych godzin z przyjacielem. Czasem znowuż dobrze jest się zerwać o świcie, żeby iść na wschód słońca z ukochanym. Czasem miło jest też zostać w łóżku z dobrą książką przez cały dzień.
Wrzucić na luz, nabrać dystansu, „nie zabijać się” o nic. Bo niby co zyskam harując ponad miarę? Uznanie szefa? Podwyżkę? Może. A co stracę? Ważne chwile w życiu przyjaciół, rodziny, cenny czas, którego nikt już nie odda i za premię kwartalną też go nie kupię.

                                                                                                Zuza Kołodziejczyk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz