sobota, 4 czerwca 2016

Internetowe tabu

   Technologie XX oraz XXI wieku na początku zaskakiwały i inspirowały, potem pomagały, natomiast teraz socjologowie zastanawiają się, czy przypadkiem nie przeszkadzają. Jednak, jak wiadomo z różnych encyklik, między innymi Listu apostolskiego św. Jana Pawła lI do odpowiedzialnych za środki społecznego przekazu, należy znaleźć równowagę- czerpać dobro i wykorzystywać, w odpowiednim celu nowe możliwości.


   Jedną z takich jest internet, który dla jednych może być cudem, ale dla innych niestety nałogiem. Często mówi się, że ludzie popadli w życie wirtualne, zwłaszcza młodzi. Spędzają czas na rozmowach, czatach, grając w gry, przeglądając setki zbędnych im do życia zdjęć zapominając o życiowych wartościach, problemach i obowiązkach. Tym bardziej wstydzą się przyznać, że poznali swoją drugą połówkę przez sieć.
   Możliwe, że w momencie powstania pierwszych stron internetowych, powstały matrymonialne. To naturalne, że ludzie chcą się poznawać, szukają odpowiednich osób. Czasem brakuje im odwagi, pewności siebie, a internet okazał się być idealnym miejscem. Obszarem, gdzie można zachować anonimowość, ale Internet to sieć łącząca cały świat, dające morze możliwości.
   W wirtualnym świecie możemy stworzyć nową sylwetkę, wykreować zupełnie inną osobę, ale możemy też z dystansem poznawać drugą osobę, zaufać, a nawet się zakochać. Duża liczba osób twierdzi, że poznawanie się w sieci to ostateczność albo desperacja. Nikt nie daje gwarancji, że druga osoba okaże się kimś zupełnie innym, wcale nam się nie spodoba, albo będzie chciała nas skrzywdzić, ale nikt nie daje też gwarancji, że może stać się odwrotnie.
   Wiele osób, którzy mają za sobą złe, bądź smutne doświadczenia po utracie bliskiej osoby zwyczajnie wstydzą się lub poddają, boją się próbować ponownie, ale kiedy zaczynają korzystać z portali randkowych zaczynają na nowo wierzyć w siebie i chcą wykorzystać chwilę.
   Często mówimy „poznaliśmy się przez przypadek”, dlaczego tym przypadkiem nie może być zwyczajne wysłanie zaproszenia na portalu społecznościowym? Przysłowia mówią, że „miłość nie wybiera”, „kto nie ryzykuje, ten nie ma”. Spędzamy długie wieczory marząc o księciu na białym koniu, dlaczego nie wykorzystać aplikacji? Oczywiście, aplikacja „tinder” to wybieranie osób, które znajdują się w pobliżu nas na podstawie zdjęć. Można, więc powiedzieć o uprzedmiotowieniu. To prawda, niestety znajduje się tam mnóstwo osób, które chcą tylko nas wykorzystać, zawrzeć krótką lub jednorazową znajomość. Dla osób, które pragną znaleźć drugą połówkę może być to pokusa do popełnienia grzechu, ale jeśli będą postępowali z rozsądkiem, nie ma przeciwskazań. Nikt nie daje nam pewności, kim jest osoba, która zapytała nas o numer telefonu na przystanku autobusowym, czy zaprosiła na kawę w parku. 
   Dlaczego mimo to ludzie wciąż wstydzą się przyznać, że poznali się w wirtualnym świecie? Mimo tego, że przechodząc ulicą mijamy tłum z komórkami w rękach to wciąż wierzymy
w szczęśliwą miłość od pierwszego wejrzenia. Problem w tym, że jednak możemy się nigdy nie doczekać. A spróbowanie zwykle, nic nie kosztuje.
   Znana jest mi historia szczęśliwej miłości, która rozpoczęła się poprzez wysłanie zaproszenia do znajomych na znanym portalu społecznościowego. Chłopak pochodzący z ciepłego kraju, którego pasją jest podróżowanie korzystał z internetu, żeby szukać w miejscach docelowej podróży osób, które pokażą mu ciekawe zabytki, przedstawią swoją kulturę z własnej perspektywy. Ona wysłała mu wiadomość, kim jest, po kilku dniach interesujących rozmów, postanowili zadzwonić do siebie, pójść na pierwszą wirtualną randkę przez „Skype”. Po miesiącu postanowiła zwiedzić jego kraj, a potem ugościć jego i jego znajomych w swoim. Są już ze sobą kilka miesięcy, jednak ich rodzina nie wie, jaka jest prawda początku ich znajomości.
Wstydzą się i boją reakcji. A czy pary z internetu różnią się od par, które poznały się w klubie, parku czy na koncercie? Oczywiście, jest to nienaturalne. Ale nowy wiek dał nam wiele nienaturalnych rzeczy i możliwości, więc dlaczego nie?

                                                                                                     Karolina Walczowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz