czwartek, 14 kwietnia 2016

Zrobić coś dla siebie..? Pobiegać

   Zawsze byłam aktywną osobą. Wszelakie możliwe sporty: narciarstwo, pływanie, jazda konna, jazda no rowerze, rolkach, wspinaczka nigdy nie były mi obce. Szczerze nienawidziłam tylko jednej dyscypliny – biegania. Szybkie zmęczenie, zadyszka, czerwona twarz, płuca wyplute na chodnik. Ale… czy rzeczywiście musi być aż tak źle?




    Któregoś wieczoru po prostu zmusiłam się do wyjścia z domu (które jak mawiają mądrzy ludzie jest najtrudniejszą częścią każdej działalności). Pół godziny, 3,5 km wolnym truchtem, trasa wokół Błoń zdobyta. Obowiązkowe akcesoria: słuchawki na uszach z muzyką Radia Pryzmat, sączącą się do małżowiny i powoli acz skutecznie zarażającą swoim bakcylem. I wcale nie okazało się to aż takie tragiczne (bieganie) – wręcz przeciwnie, całkiem przyjemne. Wydzielające się z każdym krokiem endorfiny, wprawiały w coraz lepszy nastrój i dawały siły do  kolejnych kroków. W głowie przeliczany dystans: 1/3, ½, ¾. W chwilach, kiedy chce się przestać: zaciśnięcie zębów i zmuszenie własnego ciała do nieprzerywania. Dalej: przetrzymanie kolki i uregulowanie oddechu. Po chwili okazuje się, że organizm wszedł w pewien tryb automatyczny, nie mamy nad nim już świadomej kontroli. Nogi same bezwiednie przesuwają się do przodu.

    Po powrocie do domu olbrzymia duma, ulga i szczęście. Ogromne ciepło. Wietrzenie, otwarcie na oścież okien (nawet zimą). I obowiązkowe morsowanie – dla tych posiadających wersję łazienki z wanną: 3 minuty (średnia długość jednej piosenki) zanurzenia pod szyję w wodzie o temperaturze 0 stopni. Najtrudniej wytrzymać pierwsze 30 sekund szoku, ale już po chwili ciało się przyzwyczaja, wierzchnia warstwa skóry przemraża i zimno jest odczuwalne w niewielkim stopniu. Można by rzec, że siedzi się z przyjemnością i gdy nastawiona muzyka się kończy, aż żal wychodzić z takiej kąpieli. Żaden problem – wystarczy ustawić sobie dłuższą playlistę.

   Dla nieszczęśników pozbawionych tego cudownego wynalazku, jakim jest wanna, prysznic też może być całkiem niezłą alternatywą. Choć wówczas już nie jest aż tak przyjemnie. Ciało wystawione na działanie powietrza, bez całościowego kontaktu z wodą dużo silniej reaguje na zimno, nie przyzwyczajając się tym samym do niskiej temperatury. W związku z tym przez cały czas odczuwa się dyskomfort.
  
   Po takiej kąpieli niedość że hartujemy nasze ciało, zwiększamy jego odporność, ale dodatkowo też pobudzamy krążenie, działając leczniczo na układ krwionośny. I wbrew pozorom sprawa wcale nie jest taka absorbująca, jak mogłoby się wydawać. W sumie: całe 40 minut z życia. W rezultacie: zalety zdrowotne, samozadowolenie, dobre samopoczucie psychiczne, rześkość i energia, siły do pracy. I to wszystko wcale za niewielkim nakładem. Zakwasy znikają po 3 dniach, a po 4, dzień bez takiego zakończenia (osobiście preferuję wieczorne bieganie jako uhonorowanie i zwieńczenie całodziennej działalności, aczkolwiek poranek czy środek dnia, nie musi być gorszy. Zależy od preferowanego trybu życia) wydaje się niepełny i z mocnym poczuciem jakiegoś braku. No i szczęście, przede wszystkim szczęście. Usta mają spory problem z zakryciem zębów.

Sprawdzone, polecam.
Sylwia Łakomy


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz