niedziela, 24 stycznia 2016

Historia jednego obrazu - „Dama z gronostajem”

Dawno, dawno temu. Za górami i lasami. Żył piękny i mądry książę, który władał potężnym księstwem. Pewnego dnia ujrzał młodą i piękną dziewczynę. Była nie tylko piękna, ale również mądra, utalentowana i pełna obycia. Nic dziwnego, że książę zakochał się w dziewczęciu. Na znak ich wielkiej miłości postanowił podarować jej coś niezwykłego – prawdziwe dzieło sztuki. Brzmi jak bajka, ale tak zaczyna się historia powstania jednego z najcenniejszych dzieł sztuki, które znajduje się w polskich zbiorach - „Dama z gronostajem”. Lecz obraz, który znamy dzisiaj, różni się od tego, który powstał w XV w. 

„Dama z gronostajem”, Leonardo da Vinci

Księciem w tej historii jest Ludvico Sforza, książę Mediolanu, a piękną dziewczyną Cecylia Gallerani. Jej delikatna uroda była podziwiana przez wielu. Jednak uroda nie była jedyny atutem Włoszki. Cecylia pochodziła z dobrego domu. Była wykształcona, inteligentna i utalentowana. Uważana jest za jedną z wybitniejszych poetek epoki. Należała do elity Mediolanu. W bajce zostałaby żoną księcia. Żyliby długo i szczęśliwie z gromadką dzieci, Ludvico rządziłby mądrze, a lud darzyłby ich miłością i szacunkiem. Jednak w prawdziwym życiu Cecylia nie została żoną księcia lecz kochanką. Miała wtedy zaledwie 15 lat. Prawdopodobnie w 1489 roku Ludvico zamówił dla niej portret u największego artysty jakiego znał – Leonarda da Vinciego. Cecylia była wtedy w ciąży, a Sforza właśnie zaręczył się z inną piękną i uczoną kobietą epoki, Beatrice d'Este. 

Chociaż cały dwór wiedział o romansie księcia i panny Gallerani, to nie mówiono o tym głośno. Leonardo nie mógł namalować ciążowego brzucha Cecylii, ponieważ zdradziłby tym samym tajemnicę związku kochanków. Dlatego postanowił ukryć te informacje w symbolach. Cecylia trzyma w rękach gronostaja właśnie po to, aby zakryć duży, ciążowy brzuch. Leonardo da Vinci wybrał gronostaja nieprzypadkowo. Jego grecka nazwa galée nawiązuje do nazwiska portretowanej kobiety. Zaś jego postać do godła Ludvica Sforzy, który również był Kawalerem Orderu Gronostaja. Przewrotnie gronostaj jest również antycznym symbolem macierzyństwa. Leonardo dosłownie zakrył brzuch modelki, ale jednocześnie oznajmił światu zarówno o związku kochanków, jak również o ciąży. Jednak w przeciwieństwie do czasów współczesnych, „Dama z gronostajem” nie była wystawiana na pokaz, ale pozostawała w rękach osób prywatnych. 

Gronostaj, łasica, a może hybryda psa, niedźwiedzia i fretki?

Portret Cecylii nie powstał szybko. Leonardo ciągle dokonywał zmian – od koloru sukni po wielkość i kształt gronostaja. Po ukończeniu pracy nad portretem w 1490 roku, obraz został przekazany w ręce Cecylii jako prezent. W jej posiadaniu pozostawał do śmierci Gallerani w 1536 roku. Późniejsze losy obrazu nie są znane. Odnajduje się ok. 1800 roku kiedy trafia do kolekcji rodziny Czartoryskich. Książę Adam Jerzy kupił obraz dla swojej matki Izabeli, która była założycielką pierwszego w Polsce muzeum, w Domu Gotyckim w Puławach. Obraz, który otrzymała Izabela Czartoryska różni się od tego, który możemy podziwiać dzisiaj. Księżna pozwoliła sobie na dokonanie „poprawek”, które niejednego miłośnika sztuki przyprawiają o dreszcze. 

Pierwszą ingerencją było dodanie podpisu „LA BELLE FERRONIÈRE LEONARD D’AWINCI”. O tym, że został on zamieszczony na polecenie Czartoryskich świadczy użycie litery „W” zamiast „V” w nazwisku autora. W niewiadomych okolicznościach obraz został uszkodzony – pękł górny lewy róg. Został on niesprawnie naprawiony, a ślady tego „ulepszenia” możemy podziwiać do dziś. Jednak te zmiany stają się błahe w porównaniu do kolejnej. Pierwotne tło obrazu było bardzo subtelne, szarobłękitne i pełne światła. Patrząc na portret można było wyobrazić sobie Cecylię siedzącą z głową zwróconą w stronę okna, z którego padało delikatne światło, oświetlające jej twarz. Ta subtelna gra światłocieni została zastąpiona ciężkim, czarnym tłem. Dlaczego zdecydowano się na tak poważną zmianę? Tego do końca nie sposób wyjaśnić. Jedna teoria wiąże się z chęcią ukrycia wspomnianego niesprawnego naprawienia rogu obrazu. Inna mówi o tym, że księżnej po prostu nie podobało się oryginalne tło i postanowiła je zastąpić czymś we własnym guście. Niestety zadanie „ulepszania” obrazu zostało przekazane niesprawnemu malarzowi. 

Podpis i pęknięcie rogu obrazu

Czarne tło było pierwszą zmianą dokonaną przez puławskiego konserwatora. Subtelne światłocienie Leonarda zginęły pod warstwami czarnej jak smoła mazi. Chociaż malarz starał się dokładnie obrysować kontury postaci, to podobnie jak małemu dziecku przy kolorowance, nie zawsze mu się to udawało. Gdzieniegdzie czarna farba narusza postać modelki, która wyglądała jakby miała zostać pochłonięta przez czarną nicość. Wielowymiarowe, oryginalne tło zostało zastąpione przez tło płaskie i depresyjne. Jakby tego było mało „artysta” starał się naprawić błąd wzmacniając postać Cecylii. Aby wydobyć ją z tła domalował jej czarne korale i wstążki przy rękawach sukni. Dokonał również retuszu twarzy - dodał różu na policzkach i wykonturował nos. Poprawił jej również fryzurę dodając ciemnobrązowe kosmki włosów. 

Tak „naprawiony” obraz wrócił do wspomnianego już Domu Gotyckiego, w którym pozostał do powstania listopadowego. W czasie jego trwania najpierw obraz został ukryty, a później wywieziony do Paryża. Pod koniec XIX wieku został przywieziony do Krakowa i wystawiony w nowo powstałym Muzeum Czartoryskich. Podczas I wojny światowej „Dama” znowu udała się w podróż, tym razem do Drezna, z którego wróciła w 1920 roku. W czasie II wojny światowej portret Cecylii Gallerani został zgrabiony przez nazistów. Służył jako dekoracja wawelskiej rezydencji Hansa Franka. Kilka lat później Frank zabrał ze sobą obraz podczas ucieczki przed Armią Czerwoną. Po wojnie obraz wrócił do Krakowa, lecz zanim się to stało trzeba było o obraz powalczyć (ta walka to materiał iście filmowy, który zasługuje na osobny tekst). Od tamtej pory obraz wart ponad 300 milionów euro, rzadko kiedy opuszcza miasto Kraka. 

Prawdopodobny wygląd oryginalnego tła. M. Sikorski, kopia „Damy z gronostajem”, 2001, fot. 

„Dama z gronostajem” jest jednym z najcenniejszych dzieł sztuki, które znajdują się w Polsce. Podobnie jak „Mona Lisa”, portret Cecylii Gallerani stał się ikoną czasów. Jej wizerunek zdobi wiele gadżetów i artykułów papierniczych. Służył nawet jako ozdoba samolotu. Raz stał się nawet kwestią sporną pomiędzy właścicielami dzieła, a wielbicielami sztuki. „Dama” doskonale odnajduje się również w kulturze popularnej np. w filmie czy w współczesnych przeróbkach, które można znaleźć w internecie. Nie ma co ukrywać - „Dama z gronostajem” jest dziełem, które powinno się zobaczyć na własne oczy. Kto jeszcze nie widział tego niewielkiego portretu (54,7x40,3 cm) powinien to nadrobić, kiedy tylko będzie mieć taką okazję. 

Aleksandra Kalita

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz