sobota, 24 października 2015

Buongiorno Italia (Dzień dobry Włochy!)

Przez kilka dni przed moim pierwszym w życiu lotem byłam kłębkiem nerwów. Pytanie: czy poradzę sobie sama na lotnisku i dotrę bezpiecznie do Neapolu spędzało mi sen z powiek. Już w drodze na lotnisko atmosfera była bardzo napięta, ponieważ byłam przekonana, że się spóźnię, mimo że do startu było jeszcze ponad dwie godziny. Cały lot spędziłam w wyprostowanej pozycji przez okno patrząc z mieszanką podziwu i szoku. 



Vedi Napoli e poi muon (Zobaczyć Neapol i umrzeć)
Włochy przywitały mnie słoneczną pogodą i tłumem ludzi. Pierwszy, głęboki wdech przyniósł zapach pizzy i podróbek „wielkich projektantów”. Neapol zaczarował mnie od pierwszego wejrzenia. Warto wiedzieć, że to tutaj narodziła się pizza, ale nie ta z ketchupem i kurczakiem, lecz klasyczna margharita. Na pamiątkę można kupić papryczki chilli oraz maski rodem ze starożytnego teatru. 

Zaskoczyło mnie, jak wygląda noc. Miasto żyje o każdej porze, nawet w środku nocy można dostać pyszne lody. Ulice są pełne nastoletnich dziewcząt w mocnym makijażu i ich kolegów na skuterach. Miasto, mimo późnej pory i niedzieli, wypełniają głosy rozmów i żartów. 



Największą atrakcją tej części Włoch jest Wezuwiusz. Aktywny wulkan położony nad Zatoką Neapolitańską, i codziennie przyciągający duże ilości turystów. Spacer pod krater jest niesamowitym przeżyciem, nawet mimo niesprzyjającej pogody. Niestety do Pompejów nie zdążyłam już dotrzeć.
Z Neapolu można dostać się bezpośrednim pociągiem do Sorrento. Jest to przepiękna miejscowość, w której oko cieszy widok na Morze Tyrreńskie. Warunki na tyle sprzyją, że w październiku kąpiel nadal była możliwa.

Citta eterna (Wieczne Miasto)
Do Rzymu z Neapolu można dotrzeć autobusem już za 1 euro. Nie jest to jednak takie proste. Raczej nie polecam odbywać tej podróży samotnie - ponieważ autobus wyjeżdża o północy i jest na miejscu po niecałych trzech godzinach (czyli w środku nocy). Pierwszym zabytkiem, które udało nam się zobaczyć było Coloseum, gdzie mnie i moim znajomym udało się już przed trzecią nad ranem zjeść bułki z tradycyjną mozzarelą i tuńczykiem.Po nocy przespanej przy uliczkach starożytnego miasta dotarliśmy do naszych pokoi, skąd mieliśmy jakieś dwadzieścia minut pieszo do Watykanu. Miejsce to jest codziennie pełne turystów i pielgrzymów, do Bazyliki św. Piotra ciągnie się bardzo długa kolejka.


Słynna Fontana di Trevi jest od jakiegoś czasu w remoncie, więc zdjęcie mogłam pstryknąć tylko przez szybę. Nie umniejsza to jednak jej atrakcyjności i wielkości. Aby wejść do Muzeum Watykańskiego trzeba odczekać swoje. Wśród ludzi z całego świata spędziliśmy ponad dwie godziny. Mimo trudności drugi raz zrobiłabym to samo. Muszę przyznać, że Kaplica Sykstyńska jest, póki co, najpiękniejszym miejscem jakie widziałam w życiu. Nie potrafię opisać tego, jakie zrobiła na mnie wrażenie, dlatego polecam wirtualny spacer - może ktoś z Was, czytelnicy, zapragnie doznać tego samego, co ja: http://www.vatican.va/various/cappelle/sistina_vr/.

Dni w deszczowym Rzymie umilaliśmy sobie lokalnymi przysmakami - pyszną carbonarą i kanapkami z szynką wieprzową, serwowanymi przez uprzejmych, żartobliwych Włochów.
Wśród stereotypów o Włoszech istnieje ten, mówiący, że kraj ginie pod warstwą śmieci - nie zgadzam się. Problemem na pewno jest kwestia restauracji zabytków - fundusze są przekazywane jedynie na utrzymanie stolicy, zapominając chociażby o pięknym Neapolu.


Natomiast stereotyp dotyczący jedzenia w pełni się potwierdził. Włosi kochają jeść, to swego rodzaju celebracja. Kolejna, potwierdzona, obiegowa opinia dotyczy bałaganu na drodze i włoskiego stylu jazdy. Panuje kompletny chaos, przechodzenie przez ulice jest niezwykle niebezpieczne, acz można próbować nawet na najbardziej ruchliwej ulicy.

Mam nadzieję, że odprężyliście się czytając moje wspomnienia z miejsca, do którego na pewno wrócę i chociaż trochę odegnałam od Was jesienną depresję.

Karolina Walczowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz