niedziela, 20 września 2015

W drodze, czyli jak dopłynąłem Wisłą do Gdańska

1000 km w 19 dni to mój spływ Wisłą od Goczałkowic-Zdroju do Gdańska. Jak to się stało, że mi się udało?




Balkon 2013 r.
To tam właśnie powstało marzenie o podróży Wisłą. Stałem na balkonie i myślałem. Nagle przez moją głowę przebiega myśl, żeby coś zrobić. Nie potrwało to długo i już po chwili wymyśliłem. Przez Kraków płynie Wisła, królowa polskich rzek, czemu by jej nie wykorzystać skoro i tak mam ją pod nosem?

Stało się. Pomysł przerodził się w marzenie, które drążyło najgłębsze zakątki mojej podświadomości. Na początku powoli, niczym strumyk rzeźbiący skałę. Najpierw poszukiwania w sieci, czy ktoś już coś takiego zrobił. Jest. Niestety nie jestem pierwszy, ale nie ma ich wielu. Najsłynniejszy z nich, Marek Kamiński. Nie jest to zły wzór do naśladowania. Zrobię to. Dlaczego? Dlaczego by nie? Kto lub co mi zabroni?

Kraków 2014 r


Po powrocie z podróży po SWCP (szlak turystyczny w południowo-zachodniej Anglii) zaczęło się planowanie, czyli najważniejszy etap wyprawy. Bez dobrego rozplanowania poszczególnych etapów, nawet najprostsza i najbezpieczniejsza podróż może źle się zakończyć.

Początkowo powoli, rozpocząłem od poszukiwania kompana oraz środka transportu po Wiśle. Z pierwszą częścią nie miałem problemu. Prawie od razu odnalazł się Kuba, mój dobry kolega, który bardzo entuzjastycznie podszedł do realizacji mojego marzenia. Teraz pozostało tylko popłynąć. Tylko czym? Na początku mieliśmy ambitne plany budowy własnej jednostki pływającej małego katamaranu. Jednak, na nasze szczęście, nic z tego nie wyszło. Po długich poszukiwanych alternatywnych środków pływających, zdecydowaliśmy się na zakup używanego kajaka.
Z badań, które przeprowadziłem wynikało, że Wisła już od pierwszego kilometra dostarczy nam wielu atrakcji. Kamienne bystrza, progi wodne, stopnie wodne, śluzy i jazy. Trzeba było to wszystko uwzględnić przy rozplanowaniu podróż

Kraków 2015 r.
Powoli, stopniowo wszystkie części układanki, którą jest przygotowywanie się do podróży, wskakiwały na swoje miejsce. Kajak został zakupiony, cała trasa, wraz z wszystkimi utrudnieniami, które były do przewidzenia, została przygotowana. Czas ruszać!




Wisła 2015 r.
Oczywiście wszystkich niebezpieczeństw nie dało się przewidzieć i już pierwsze kilometry upłynęły nam na nieustannym przeciąganiu kajaka nad zwalonymi drzewami. Później było już tylko lepiej. Dwa tygodnie upałów, a następnie tydzień „mrozu”, czyli temperatury poniżej 15°C. W czasie, gdy płynęliśmy przez Polskę przechodziła fala upałów. Poziom Wisły był najniższy od lat. To bardzo utrudniało spływ, często, zamiast płynąć swobodnie, musieliśmy przeciągać kajak przez mielizny.



Oglądanie Polski z poziomu Wisły dostarcza wielu niesamowitych wspomnień, które pozostaną ze mną na wiele lat. Kraków, Warszawa, Toruń, Bydgoszcz, Grudziądz, Gdańsk to zupełnie inne miejsca, jeżeli spojrzeć by na nie od dołu.




Co należy zrobić, żeby spełnić swoje marzenia? Należy postępować zgodnie z radą Laski z filmu „Chłopaki nie płaczą”: „W ogóle bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi, ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić”.

Michał Różycki



1 komentarz:

  1. Piękna wyprawa : ) Na razie spływam głównie Pilica, ale myślę juz od jakiegoś czasu o bardziej ekstremalnym splywie

    OdpowiedzUsuń