wtorek, 28 lipca 2015

Prywatność XXI wieku

Ogólna cyfryzacja i „internetyzacja” świata sprawia, że więcej znajomych miewamy online niż w realnym życiu. Nie mówiąc już o tym, że zmorą naszych czasów są pogawędki przez internet, które mają zastąpić kontakt z żywym człowiekiem.



Jednak zatrzymajmy się nad pewnym problemem, który generuje taki obrót sprawy – skoro teraz znajomych poznajemy w sieci, to skąd oni czerpią informacje o nas, skoro nie z rozmowy (jak to było przy tradycyjnym zapoznawaniu)? Odpowiedź jest banalna – przecież wystarczy wejść na dany profil i już wszystko się wie. Nieraz, bardzo często, dosłownie: wszystko.

Mam wrażenie, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że taka otwartość może być bardzo groźna w skutkach. Bo co innego, jeżeli dzielimy się prywatnością z ludźmi, których realnie znamy, a co innego, kiedy wrzucamy każdą minutę życia do sieci, gdzie każdy ma dostęp. 

Jakiś czas temu znalazłam bardzo ciekawy filmik, pokazujący, jak wiele rzeczy sami ofiarujemy nieznajomym. Okej, nie mówię, że wszyscy są źli, ale jednak pewna doza nieufności wobec świata jest wskazana…

Na wspomnianym nagraniu widzimy mężczyznę, który podchodzi do zupełnie nieznajomych dziewczyn i zaczyna pytać o najróżniejsze fakty z ich życia. Pytania z cyklu „Jak się ma Twój pies?”, „udała się wycieczka na Bahamy?”, „a ten Marek to świnia!”.

Słysząc podobne zdania człowiek zastanawia się, skąd ten nieznajomy chłop wie to wszystko?! Przecież pierwszy raz go widzę na oczy! Śledził mnie czy co?! Owszem, na Facebooku, Instagramie i innych portalach, gdzie spokojnie można sobie wszystkich „śledzić”…

Po oglądnięciu filmiku, który miał być przestrogą, przypadkiem weszłam na profil kolegi z pracy. Nie mamy się w znajomych, więc teoretycznie nie powinnam się dowiedzieć niczego, co mogłoby mu w jakiś sposób zaszkodzić. A jednak! Po nitce do kłębka – najpierw zlokalizowałam żonę (razem z nazwiskiem panieńskim), a potem dzieci, małe dzieci…

Ja tam nie jestem jakimś specjalnym zagrożeniem, ale od razu pomyślałam o tych wszystkich ludziach, którzy są. Po zdjęciach można się domyślić, gdzie ów kolega mieszka, czy ma dom, a może mieszkanie, ile i jak duże ma dzieci, kim jest jego żona etc. Brzmi niepokojąco, nieprawdaż? A wcale nie musiałam specjalnie szpiegować.

Ten wpis wcale nie ma ośmieszyć ludzi nieumiejących zablokować sobie konta w serwisach społecznościowych, tylko uczulić na to, jak wiele z naszego życia prywatnego dajemy w prezencie zupełnie obcym ludziom, którzy mogą mieć bardzo nieczyste intencje – wobec nas samych albo wobec naszych bliskich, których przecież też „wrzucamy” do internetu.


Zuzanna Kołodziejczyk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz