niedziela, 24 maja 2015

Superbohaterowie z naszych marzeń

Mkną przez niebo z prędkością światła. Strzelają laserami z oczu i bez wysiłku podnoszą pięciotonowe ciężary. Kto? Oczywiście superbohaterowie. W latach 30. XX wieku zastąpili mitycznych herosów, dzielnych rycerzy i bohaterów wojennych. Wielcy bohaterowie od zawsze żyli w naszej wyobraźni. Na długo zanim Superman zaginał czasoprzestrzeń, a Avangersi pobili kolejny rekord kinowy, po ziemi chodził Herkules, a Beowulf walczył z Grendelem. 

Każde dziecko chce zostać superbohaterem, a każdy superbohater był kiedyś dzieckiem. Autor Yale Stewart.

Pierwowzory superherosów przejawiają się w kulturze od zawsze. Już w czasach pierwotnych powstawały pierwsze wyobrażenia o nadludzkich postaciach. Można powiedzieć, że wraz z rozwojem świadomości wytworzyliśmy w sobie tęsknotę za idealnym człowiekiem, marzenie o niezwykłej sile, która pozwoli nam pokonać wszelkie słabości. Bohaterowie pojawiają się na kartach starożytnych mitologii, Starego Testamentu oraz w wierzeniach wszystkich ludów w historii. Wiele lat później swoje trzy grosze do koncepcji superbohaterów dorzucił Friedrich Nietzche. Jego nadczłowiek z dzieła „Tako rzecze Zaratustra” został wykorzystany w historii „The Regin of Superman”. Jej bohaterem był złoczyńca o nadludzkich zdolnościach. Po trzech latach, razem z inną komiksową postacią, posłużył za pierwowzór Supermana. Ten najbardziej znany superbohater zadebiutował w 1938 roku na łamach komiksu stworzonego przez Joe Shustera i Jerry'ego Siegela. Od tego momentu ruszyła niemal masowa „produkcja” kolejnych herosów. Dzisiaj trudno jest ich wszystkich zliczyć. Powstają o nich książki, gry komputerowe, komiksy, filmy. Co tak bardzo fascynuje nas w superbohaterach?

Jako dzieci zachłannie słuchaliśmy historii o starożytnych herosach, legendarnych wojownikach i pięknych królewnach. Kto z nas nie marzył by być jednym z nich? Socjolog Krzysztof Łęcki powiedział kiedyś „Nie bardzo wierzę w to, że z marzeń o superbohaterach się wyrasta. W każdym dojrzałym człowieku, mogę mówić o mężczyznach, drzemie chłopak, który nadal fascynuje się ratowaniem świata przez Jamesa Bonda, choć może nawet sam przed sobą się do tego nie przyznaje”[1]. Trudno się z doktorem Łęckim nie zgodzić. Komu w dorosłym życiu, chociaż raz nie zakiełkowała myśl o posiadaniu supermocy albo o uratowaniu bliźniego z opresji? Pytanie „Co byś zrobił gdybyś przez jeden dzień miał supermoc?” często pojawia się w rozmowach towarzyskich, testach psychologicznych i rozmowach o… pracę. Odpowiedź na to pytanie może pomóc w poznaniu drugiej osoby, ale tak naprawdę nikt nie wie, co by w takiej sytuacji zrobił.

Nawet superbohaterowie też się starzeją. Autor: Donald Soffritti.

Superbohaterowie posiadają coś, czego większość ludzi nieustannie w sobie szuka – bezinteresowną dobroć. I choć często nie są chodzącymi ideałami, to potrafią bezinteresownie pomóc drugiej osobie. Wykorzystują swoje moce by pomagać, chociaż w kilka sekund mogliby rządzić całym czasem. Oczywiście każdy liczący się superbohater musi posiadać arcywroga, który bez mrugnięcia okiem wykorzysta wszystkie dostępne mu środki by zawładnąć nad ludzkością. Czy kochamy superbohaterów za ich szlachetność i chęć czynienia dobra, a może im zwyczajnie po ludzku zazdrościmy supermocy? Doktor Łęcki pyta „Czy to tęsknota za kimś bezinteresownie dobrym, o kogo w zwykłym świecie bardzo trudno? Podziwiamy poskromicieli zła, herosów dysponujących ogromną odwagą i siłą, zdając sobie jednak sprawę z własnych ograniczeń. Oni umieją pokonywać wszelkie trudności. My, jeśli czynimy coś dobrego, to raczej w skromnym zakresie”[2]

Superbohater jest kimś, kim my chcielibyśmy być – naszą wyidealizowaną wersją. Jest odzwierciedleniem naszych pragnień. W końcu to ludzka wyobraźnia powołała do życia niejednego, dzielnego bohatera. Przez lata powstało tak wiele postaci o cechach superbohaterów, że każdy z nas może wybrać jedną, z którą się najbardziej utożsamia. Niektórzy idą dalej i sami tworzą bohaterów, którzy później przechodzą do historii popkultury. Chociaż nikt z nas nigdy nie będzie Supermenem, to komiksowe przygody np. Batmana i innych mu podobnych pokazują, że „chcieć to móc”. Nie trzeba absorbować energii słonecznej i promieni X w oczach. Wystarczy chcieć. Historia Bruce’a Wayne’a pokazuje, co prawda, że bycie miliarderem pomaga w walce ze złoczyńcami. Ale dalej wygrana w totka jest bardziej realna niż nauczenie się latania lub uzyskania mocy po ugryzieniu zmutowanego pająka.  

Każdy chce zostać Batmanem. I trudno się temu dziwić.

Aleksandra Kalita



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz