sobota, 13 grudnia 2014

Nagość XXI wieku

Zakochałeś się, spodziewasz się dziecka, a może właśnie jesz kolację w najlepszej restauracji w mieście i koniecznie chcesz się podzielić tym z prawie tysiącem swoich znajomych na Facebooku, Instagramie, czy Naszej Klasie? W minionym tygodniu dziennikarki programu Kocioł Kulturalny przyjrzały się powszechnemu ostatnio zjawisku, czyli ekshibicjonizmowi w sieci. Spróbujmy zastanowić się jeszcze raz o co chodzi? Dlaczego dziś tak często pozbawiamy się intymności?



Ekshibicjonizm pierwotnie kojarzy się z fizycznym obnażaniem, jest traktowany jako dewiacja. Ale to nie taki ekshibicjonizm jest zmorą człowieka XXI wieku. Otóż XXI wiek jest kolebką ekshibicjonizmu „kontrolowanego”, wiwisekcji społecznościowej, grupowej obnażonej samotności w sieci. Mówiąc dokładnie chodzi oczywiście o media społecznościowe i o to, jak nauczyliśmy się dzielić każdym wydarzeniem, radością, a nawet posiłkiem z milionem innych użytkowników (często bardzo anonimowych).

To na początku XXI wieku swój rozkwit miały programy o charakterze „reality show”. Zaczęło się od „Big brothera”. Swoją drogą to bardzo ironistyczne odniesienie do książki Georga Orwella, w której życie każdego z obywateli świata było kontrolowane, nagrywane, pozbawione intymności. Ciekawe jest to, jak wielki sukces odniosły podobne formaty. „Big brother”, „Bar”, czy inne gromadziły przed ekranami telewizyjnymi miliony odbiorców. Dlaczego tak bardzo jesteśmy zainteresowani podglądaniem życia innych? Jakbyśmy nie mieli swojego…

Kolejnym etapem były kamery w domach gwiazd. Kiedy znudziliśmy się zoo w postaci kilku nieznajomych mieszkających w jednym domu, Ozzy Osbourne postanowił podzielić się ze światem życiem swoim, i swojej rodziny. Nie zrobił tego oczywiście z dobrego serca, ale żeby móc zasilić swoje konto emerytowanego rockmana. Można powiedzieć, że to był przełom w dzieleniu się swoją prywatnością z całym światem. Ale czy można mówić o prywatności, skoro każdy może „wejść z butami” w nasze życie?

Jednak czym innym jest zachłanne oglądanie znanych (lub mniej znanych) ludzi i ich życia na ekranie telewizora, a czym innym jest śledzenie każdego kroku swoich znajomych w wirtualnej rzeczywiści. I tu przechodzimy do meritum, do tego, co jest zarazą XXI wieku, co powoduje tak ogromne zamknięcie, samotność, ucieczkę od drugiego człowieka.

Mogłoby się wydawać, że portale społecznościowe są istnym błogosławieństwem – nie wychodząc z domu można spokojnie sprawdzić, co właśnie zrobił znajomy na drugim końcu globu, nie mając kontaktu z koleżanką z gimnazjum wiemy, że właśnie się zaręczyła albo spodziewa się trzeciego dziecka. Z jednej strony, to naprawdę przydatne medium, ale z drugiej trzeba zauważyć, że stajemy się egoistami zamkniętymi (a może i otwartymi) w wirtualnym świecie.
 

Zamkniętymi, bo tracimy kontakt z rzeczywistym człowiekiem, na rzecz kontaktu z pewną kreacją. Napisać można wszystko, a rzeczywistość jednak weryfikuje wiele spraw. Otwartymi, bo przecież dzielimy się ze światem nawet tym, co zjedliśmy na śniadanie… Nasuwa się pytanie, czy to też już nie jest forma dewiacji? Ciągłe łaknienie zainteresowania? Dzielenie się najbardziej prywatnymi szczegółami życia na „wallu”? 

Zatem ekshibicjonizm w naszych czasach wcale nie musi zakładać nagości fizycznej, ale raczej emocjonalną. Niestety prowadzi to do zaburzeń relacji społecznych. Polubienie zdjęć dwudziestu osób, wbrew pozorom, nie jest tym, co spotkanie z chociaż dwiema osobami w realnym życiu. Tu niestety wkracza przykra rzeczywistość, jeżeli nie przestaniemy prowadzić życia w Internecie, to możemy zatracić to, co jest prawdziwym życiem.

Jeżeli każde wydarzenie jest na sprzedaż, to gdzie wyznaczona jest granica intymności, prywatności, mojego własnego „ja”? Jeżeli każdego dnia kreuję się poprzez to, co udostępniam milionom, to kim tak naprawdę jestem? Jeżeli najdoskonalszą formą miłości jest ta do drugiego człowieka, to czy można osiągnąć pełnię przez Internet?

Zuzanna Kołodziejczyk


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz