sobota, 23 lipca 2016


Wiele hałasu o… właśnie, o co?

ŚDM – te trzy literki większość z nas (szczególnie mieszkańcy Krakowa) widuje jakieś sto razy dziennie. Niektórych przyprawiają już o lekki ból głowy. Coraz częściej można usłyszeć głosy, że „ten cały ŚDM” to tylko same problemy. Po co właściwie to wszystko?




Światowe Dni Młodzieży to tradycja zapoczątkowana przez Jana Pawła II. Od 1986 roku młodzi ludzi z całego świata spotykają się z Ojcem Świętym w różnych zakątkach globu. Jak podkreśla w internetowej wypowiedzi znany krakowski kaznodzieja - ks. Węgrzyniak – dla wielu uczestników taki zjazd wymaga wielu wyrzeczeń. Udział trochę kosztuje, nieraz trzeba daleko jechać, czasem pada deszcz…

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie usłyszałam około dwóch lat temu o Światowych Dniach Młodzieży, było świadectwo dziewczyny z Polski, która w 2013 roku pojechała jako wolontariuszka do Rio de Janeiro. Opowiadała o tym, że na wyjazd oszczędzała przez kilkanaście miesięcy, a do Brazylii podróżowała zupełnie sama, nie znając języka, nie mając kontaktów.

Po co to wszystko? Ludzie, którzy wybierają się na Światowe Dni Młodzieży, muszą przecież widzieć w nich więcej niż tylko problemy… Słuchałam ostatnio pięknej homilii o tym, że chrześcijanin ma być człowiekiem, który dostrzega „coś więcej”… Widzi „więcej” niż swoje wyobrażenia na dany temat, „więcej” niż opinia innych… Widzi „więcej” w modlitwie, „więcej” w drugim człowieku…

W Światowych Dniach Młodzieży również można dostrzec coś więcej. Na przykład to, jak wiele cudów dokonało się podczas poprzednich takich wydarzeń. Jak wielu młodych podczas takich spotkań odnalazło swoje powołanie… To, że na Campus Misericordiae nie zgromadzi się anonimowy tłum, ale Kościół – jeden, powszechny, święty!


My nie musimy wydawać majątku na podróż, by znaleźć się w sercu tego święta młodego Kościoła. Mamy wszystko na wyciągnięcie ręki – historia dzieje się tuż przy nas. Nie trzeba nawet iść na Błonia czy Brzegi – młody Kościół z całego świata można spotkać na niemal każdej krakowskiej ulicy. Wystarczy dostrzec „coś więcej”. Aż się prosi, by zakończyć cytatem z popularnej piosenki – „Takie coś zdarza się ino raz” J

Monika Ziółkowska

sobota, 16 lipca 2016

Prawo jazdy ‑ przywilej czy pierwszy koszmar dorosłości



Dla większości to jeden z najważniejszych atutów osiągnięcia pełnoletności (oczywiście zaraz po prawie do konsumpcji substancji przeznaczonych dla dorosłych… priorytety są tutaj oczywiste). To dokument, który pozwala nam uwolnić się od zapchanych autobusów, wolnych tramwajów i rozklekotanych mini-busów. Koniec z tłukiem, nieprzyjemnymi zapachami, podróżami, które trwają wieczność i brakiem miejsc siedzących. Przepustka do nowego, lepszego świata… Ot co! Brzmi pięknie, niestety rzeczywistość maluje się w nieco mniej kolorowych barwach.


niedziela, 10 lipca 2016

Refleksje taksówkarskie


          Ciężki dzień. W pracy, co chwila coś nie tak. 8 godzin użerania się (dosłownie!) z ludźmi, którzy akurat dzisiaj postanowili wspiąć się na wyżyny niekompetencji. Do tego szefostwo, które wyciąga najchętniej najtrudniejsze spray i żąda wyjaśnień, a za plecami koleżanka, która nie potrafi się powstrzymać od niewybrednych komentarzy na temat tego, dlaczego tak późno pracujesz w piątek. 

niedziela, 3 lipca 2016

Bez pracy nie ma kołaczy


„Rozpłakałam się. Stres, emocje – pozytywne i negatywne – to wszystko sprawiło, że wybuchłam na zmywaku. Moje miejsce od dwóch miesięcy, czyli kran i głęboki zlew, a obok sterta naczyń. Po drugiej stronie buchała para z wielkiej srebrnej skrzynki, jaką była ogromna zmywarka. Wiedziałam, że to ostatni tydzień, ostatnia prosta i niebawem wrócimy do swoich domów, rodziny, najbliższych. Jednak zmęczenie i tęsknota za krajem wygrywały”.